Galaxy S7 edge – w oczekiwaniu na Galaxy S8

Jakiś czas temu miałem dość burzliwy okres w kwestii smartfonów. Zaczęło się od tego, że pozbyłem się Galaxy S6, który miał spore problemy z baterią i nie mógł ogarnąć całego dnia na jednym ładowaniu. Nie pomagały żadne ustawienia fabryczne itp. Zwyczajnie bateria była za słaba na ten sprzęt. Żeby była jasność nie był to wadliwy egzemplarz, gdyż Galaxy S6 edge mojej Żony wykazywał te same objawy. Cóż, wtedy myślałem, że zmiana wyjdzie mi na dobre i zakupiłem Huawei P9, o czym opowiadałem tutaj. Jak już niektórzy zauważyli rysujące się plecki P9 doprowadzały mnie do szewskiej pasji, a że pokrowców nie używam, postanowiłem zmienić to ustrojstwo na coś szklanego. Wszak takie rozwiązanie doskonale sprawdzało się z Galaxy S6. Z tą różnicą, że SGS6 miał Gorilla Glass 4 po obu stronach. Wybór padł na Honor 8, o czym z kolei pisałem tutaj. To też nie był idealny wybór jak się później okazało i ostatecznie powróciłem do Samsunga. Tym razem moim łupem padł Galaxy S7 edge. To chyba najlepszy telefon, jaki miałem w życiu. Jest naprawdę doskonały prawie pod każdym względem. Bateria wytrzymuje 2 dni, późnym wieczorem mam najczęściej około 50 %. A przez cały dzień mam włączony BT, WiFi, LTE i sporo używam telefonu. Always On Display też mam włączone. jedyny mankament to zbyt czułe krawędzie przy używaniu jedna ręką, ale po jakimś czasie można nauczyć się odpowiedniego trzymania telefonu i nawet to przestaje być problemem.

Co prawda nie mogłem się doczekać Androida 7.0, który w tym modelu, podobnie jak w Honor 8 dał dużego kopa, nie tylko jeśli chodzi o wydajność, ale wprowadził sporo nowych opcji. Dlatego nauczony wcześniejszymi doświadczeniami z Samsungami (SGS4, SGN2, SGS6) wiedziałem, że muszę sięgnąć po Odina. Jako, że firmware BTU był już dostępny, wgrałem go na mój egzemplarz. Okazało się później, że to ten sam firmware, jaki obecnie ma oznaczenie XEO, więc po wyjściu XEO, nawet go nie wgrywałem, bo nie obchodzi mnie jakie mam CSC w telefonie.

Sam telefon użytkuje się naprawdę doskonale. Starym zwyczajem nie mam żadnego pokrowca i cieszę się tym, co zaprojektowali mistrzowie Samsunga. Może jeszcze taka mała uwaga, jak do tej pory nie znam lepszego czytnika linii papilarnych, niż ten z Huawei P9 i Honor 8 – one są naprawdę genialne, odczytują odcisk palca pod każdym kątem, nawet wilgotnego zaraz po umyciu rąk. No naprawdę tego mi brakuje. Czytnik z SGS7e jest dobry, ale czasem muszę przykładać palec 2-3 razy. W Huawei P9 i Honor 8 skuteczność czytnika była 100%, nie pamiętam sytuacji, żebym musiał poprawiać odczyt. Do tego szybkość działania była niedościgniona.

To wszystko składa się na to, że zacząłem myśleć o Galaxy S8. Całe szczęście, że pakiet numerów będzie do przedłużenia w czerwcu, więc będę miał okazję, aby zamienić S7e na S8. Dlaczego na S8, anie S8+, bo zwyczajnie S8+ jest dla mnie za duże gabarytowo. Jedyne czego nie ma S8 to pojemna bateria… 3000 mAh nie jest imponujące. Teraz w S7e mam 3600 mAh, ale nawet S8+ oferuje „tylko” 3500 mAh. Cóż cała nadzieja w nowym procesie technologicznym, energooszczędnych podzespołach i dobrej optymalizacji. Z tego, co czytałem S8 dostanie Androida 7.1.1 Nougat, a to dobrze wróży. Wersja zwykła S8 ma wymiary praktycznie takie same, jak mój S7e, więc nie poczuję różnicy w kieszeni, za to w użytkowaniu już tak. Ekran 5,8 cala w tej samej wielkości obudowie, robi wrażenie. Nie boję się też przeniesienia czytnika na tył urządzenia – znam to rozwiązanie z Huawei i Honor i sprawdzało się doskonale.

29 marca premiera nowych flagowców Samsunga. Po tym czasie zaczną się niezależne testy, trzeba będzie to dokładnie śledzić, a potem wszystko przeanalizować i podjąć decyzję… zobaczymy, co czas przyniesie.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar