Moje przygody z Assistance

Już dawno miałem napisać ten tekst, ale jakoś ciągle zapominałem.

Dziś naszła mnie wena wiec podzielę się z Wami moimi przygodami z EFL Assistance, które zaczęły się z czarnymi chmurami nad głową, a skończyły z słońcem nad plażą w Miami 🙂

Nie pamiętam dokładnie czy był to wrzesień, czy październik 2013 – mniejsza o daty. Pewnego poranka wyruszam rano autem do pracy i 300m od domu (całe szczęście) – auto odmówiło posłuszeństwa – zgasło i już odpalić się dało. Oczywiście kontrolki się świeciły, rozrusznik działał itp. Objawy jak przy braku paliwa, ale paliwa pół baku – więc od razu pomyślałem, że to pompa paliwa. Odpalanie na pych nie wchodziło w grę, gdyż mam automat.

Zadzwoniłem do EFL Assistance i przedstawiłem pani sprawę, na co ona mi odparła, że jeśli auto jest na gwarancji, to odpowiada za nie serwis fabryczny.

Zadzwoniłem więc do serwisu… Mam tam znajomego, więc nie ma problemu. On przekazał mi informację, że owszem mogą wysłać po mnie lawetę, ale będzie problem z autem zastępczym, bo zwyczajnie fizycznie nie ma żadnego na stanie. Ja nie mogę zostać bez auta, po codziennie robię 150km do pracy i z powrotem. Powiedział, żebym jeszcze próbował w tym EFL, bo tam auto dostanę na 3 dni przynajmniej. Niemniej wyboru nie miałem i się zgodziłem.

Zadzwoniłem do EFL i zacząłem tam dyskutować, po chwili okazało się że mój pakiet VIP EXCLUSIVE obejmuje auto zastępcze grupy D (wielkość Mondeo) na maksymalnie 7 dni.

Szybko zażądałem lawety z Assistance i odwiezienia mojego auta do serwisu, jednocześnie odwołałem lawetę z serwisu.

Czekałem 40 min. Przyjechał gość – gaduła, sprawnie zapakował moje auto na lawetę i pojechaliśmy do serwisu. W międzyczasie otrzymałem telefon z EFL, że jak już przyjadę na miejsce i okaże się, że nie można usterki usunąć od ręki lub w tym samym dniu to dostanę auto zastępcze.

Po przyjeździe do serwisu i diagnostyce, okazało się, że auta na pewno postoi więcej niż dzień w serwisie. Wykonałem telefon do EFL, oni zadzwonili do serwisu i serwis potwierdził te informacje. Po chwili otrzymałem telefon z EFL, że sprawę przekazują dalej do wypożyczalni samochodów i mam czekać na telefon.

Po chwili zadzwonił do mnie miły pan z wypożyczalni 99Rent i powiedział, że chwilowo są na odstawieniu samochodu, i że zajmie się mną jak tylko wróci – za jakieś 1,5h. Jednocześnie spytał się mnie, czy mogę przyjechać na Muchoborską do ich siedziby, to będzie szybciej. Ja mu odparłem, że nie bardzo, bo nie mam czym, a jestem na Bielanach. Na co on odparł, że w takim razie wyśle po mnie taksówkę na ich koszt. Ucieszyło mnie takie rozwiązanie i na nie przystałem.

Taksówka zawiozła mnie na miejsce. Miły pan wyszedł i przywitał się ze mną. Uregulował sprawy z taksówkarzem i pokazał mi auto zastępcze.

Liczyłem na Mondeo lub Passata, ale okazało się, że nie akurat żadnego auta z grupy D i dostałem auto z grupy E i to w dodatku bez limitu kilometrów dziennych. Ku mojemu zdziwieniu był to Mercedes C200 rocznik 2013 – oczywiście w automacie.

mietek

Umówiliśmy się, że jak już naprawią moje auto to zadzwonię i miły pan przyjedzie do serwisu odebrać auto zastępcze, a ja odbiorę swoje – bardzo wygodne i proste rozwiązanie.

Dni mijały… w serwisie nie było diagnosty przez pierwsze 3 dni, bo był na szkoleniu. Następne dni nie przynosiły rezultatu. Stwierdzili, że się zapowietrzył i trzeba odpowietrzyć. To nie przyniosło pożądanego efektu, bo po chwili jazdy testowej problem powracał. Zaczęli już wymyślać cuda wianki…

Przyszedł dzień oddana auta zastępczego.

Po kolejnym odpowietrzeniu w moim aucie niby było OK i mogłem odebrać auto.

Umówiłem się więc z miłym panem z 99Rent w serwisie i pojechałem – on też się tam zjawił.

Zdałem auto zastępcze i udałem się po odbiór swojego. Niestety – znajomy oznajmił mi, że jeszcze nie jest wszystko w porządku, bo właśnie diagnosta wykrył jakieś anomalia. Może mi dać auto, ale nie gwarantuje, że dojadę do domu i nalega abym je zostawił.

Szybka decyzja – OK. Ale co teraz? Jak wrócę do domu i czym będę jeździł?

Na placu był jeszcze miły pan z 99Rent, podszedłem do niego i spytam w którym jedzie kierunku i czy może mnie do domu podrzucić? Odparł, że nie ma problemu.

Podrzucił mnie do domu – przez następne 3 dni jeździłem samochodem żony 🙂

Wracając do serwisu i mojego auta…

Na koniec jakaś mądra głowa zaczęła sprawdzać węże i okazało się, że – w moim aucie są DWA filtry paliwa! (jak w DreamLinerze :-P) SZOK! przejechałem 93000km na fabrycznym filtrze paliwa, który nie był nigdy wymieniany – przy żadnym przeglądzie – w dwóch serwisach fabrycznych!

Tutaj Nissan chyba pobił rekord świata jeśli chodzi o jakość materiałów eksploatacyjnych.

Filtr był tak zawalony, że nie dziwne, iż paliwo nie chciało płynąć.

Został wymieniony – i auto od razu złapało oddech – wszystko wróciło do normy.

Podsumowując:

1. Jak masz dobry pakiet Assistance – to warto go użyć

2. Gorąco polecam 99Rent – również tym, którzy chcą zwyczajnie wypożyczyć auto za opłatą

3. Serwisy fabryczne to taka sama kicha, jak zwykłe warsztaty

4. Jak masz auto z mało popularnym silnikiem i oddajesz na serwis to musisz się liczyć z tym, że będą się na nim uczyć, a nie naprawiać

5. W sumie i wbrew całej sytuacji – miło wspominam te 7 dni jazdy białą strzałą – może to sentyment do Merca – miałem kiedyś E320 W211 i wspominam bardzo dobrze.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o